Kategorie: Wszystkie | Filmy | Fotki
RSS
poniedziałek, 26 listopada 2007
Koniec

Moje stoisko już prawie gotowe. W piątek pracowałam 16 godzin. W sobotę po pracy byłam u brata na urodzinach , a w niedzielę u teściów. Dziś znowu 10 godzin. Na nic nie mam czasu , a na internet już w ogóle. I tak sobie pomyślałam , że to jest idealny moment , aby zakończyć moją blogową działalność. Zaczęłam pisać w Londynie i blog dotyczył mojego życia tam. Dziś - jestem już w Polsce , układam sobie życie Tu. Tak więc uważam , że czas najwyższy się pożegnać. Dziękuję wszystkim tym , którzy byli ze mną przez te miesiące.

Do zobaczenia ....gdzieś tam.

19:31, shilla01
Link Komentarze (12) »
czwartek, 22 listopada 2007
Pozytywne zmęczenie
 Dziś na śniadanie poszłam o 15 - a pracowałam od 8. Nawet nie zauważyłam , że już ta godzina. Ale lubię to. Jak robota dobrze idzie to mogę pracować do bólu. A właściwie to tego bólu nie czułam. Po 9 godzinach wygonili mnie do domu choć z chęcią zostałabym jeszcze. Dopiero w domu odczułam zmęczenie.Wychodzi ten mój pracoholizm ;) Dziś przyjmowałam dostawy, sprawdzałam faktury , wprowadzałam w kolektor towar. Przeszłam z kierownikiem na "TY" ;) i ucięłam sobie miłą pogawędkę. Fajnie było. Mimo iż nie było kiedy wyjść do toalety. Lubię to. Lubię pozytywnie się zmęczyć. Potrzebowałam tego powera , który daje mi praca. Bo ja lubię pracować. Nawet bardzo.
20:16, shilla01
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 19 listopada 2007
Budowlańcy

ja: szpachelka czy szpachelek ?

mama: szpadel

ja : chyba szpada

mama : nie , szpadel

ja: a co to jest szpadel

mama : łopat

19:37, shilla01
Link Komentarze (1) »
sobota, 17 listopada 2007
Jak dobrze być znów z Wami :)

Mam internet. Od 15 minut. Najpierw sprawdziłam pocztę, zaraz potem weszłam TU.  Nareszcie !! Jak ja tęskniłam... za netem , za Wami. 

 Remont trwa i trwa i trwa. I nie wiem kiedy się wreszcie skończy. Zaczyna mnie już wkurzać.Ale na początek może dobre wieści :)) Pracuję. Od tego poniedziałku. Póki co jeżdzę na szkolenia i sprzątam sklep , który dopiero powstaje. Będę pracować na stoisku kosmetycznym w dużym sklepie spożywczym. Do pracy będę miała minutę :) Po prostu rewelka. Szefostwo miłe i podobno dobrze płacą. Umowy jeszczę nie mam , więc nic na pewno jeszcze nie wiem. Ale , że firma wypłacalna mówią wszyscy. To chyba najważniejsze. Póki co , wciąż żyjemy na walizkach i teraz kiedy wracam zmęczona po 8 godzinach pracy odczuwam to podwójnie. Marzę o kąpieli z Żabą. Tęsknię za tym i boję się , że się od tego odzwyczaimy. Ciągłe siedzenie z rodzicami troszkę zaczyna mnie już irytować. A tu jeszcze tyle do zrobienia, zwłaszcza teraz , kiedy ja już zbyt wiele nie pomogę , bo mnie nie ma cały dzień w domu. Żaba przemęczony , a efektów ciężkiej pracy nie widać. Nie jest to motywujące. Niestety.

Chciałabym już zacząć normalnie żyć. Zacząć cieszyć się tą Polską za którą tak tęskniłam.

A co u Was???

19:37, shilla01
Link Komentarze (6) »
środa, 17 października 2007
Stąd :)

Powrót do Polski pelen przygód. Nie zmieściliśmy się  do zamówionego samochodu. Spakowani, pokój zwolniony - nowi mieszkańcy już prawie, że wprowadzeni , a tu - niespodzianka. Zostajemy ! Nie mamy jak wrócić do Polski. Na szczęście koleżanka z mieszkania tego samego dnia wyprowadzala się  do chlopaka. Na szczęscie mieliśmy gdzie spac, bo gdyby nie to , pewnie przyszlo by nam spać w kuchni, albo w wannie ;). Panika! Co teraz ?? Internet , prasa. I nic. Nikt akurat w tym terminie do Polski się nie wybieral. Bylismy przerazeni. Na szczęście na drugi dzień udalo nam się znaleźć pana , który zgodzil się nas za 300 Ł zawieźć. Pan okazal się bardzo sympatycznym hanysem , z ktorym 24 godzinna podróż okala się być super zabawą.

I tak oto - jestem tu. Nie ma czasu na relaks. Od samego początku wzięliśmy się ostro do roboty. Kanapa juz zamówiona. Reszta sprzętu w sobotę. Nie mam narazie stalego lącza, więc nie mogę na bieżąco prowadzić bloga. Ale mam nadzieję , że to kwestia 2 tygodni.

Jestem tu. Jestem w Polsce. Może troszkę wystraszona, ale szczęśliwa.

12:35, shilla01
Link Komentarze (12) »
wtorek, 09 października 2007
Bye Bye London

 Jestem zbyt wymagająca. Ogólnie - w stosunku do wszystkiego. Do ludzi , rzeczy , życia. Dlatego nie mam czasu na blog, bo poszukiwania idealnych mebli trwają i trwają - bez żadnych rezultatów. To co by mi odpowiadało jest zabójczo drogie , a to na co mnie stać jest albo w złym kolorze albo ma typ oparcia , którego nie lubię (łóżko) lub ma za mało pułek ( szafka) Masakra ! W związku z tym , że pierwszy raz mogę urządzić wszystko dokładnie tak jak chcę - to chciałabym , żeby rzeczywiście było po mojemu. Dlatego nie mam czasu na napisanie notki , a co dopiero na czytanie Waszych :(

W sobotę zrobiliśmy pożegnalną imprezę . Wzruszeń nie było. Właściwie to nikt o tym nie rozmawiał. Impreza jak impreza zakończona o 5 rano dyskusją o złożoności języka polskiego ;) Chyba nie docierało do nikogo jeszcze wtedy, że MY naprawdę wracamy.

Dziś byłam ostatni dzień w pracy. Ach jak nie mogłam się tego doczekać. Ostatni raz musiałam pójść o 22 spać - "bo rano trzeba wstać". Nienawidzę tego. To tak jakby w połowie deseru Wam go zabrali. Iść spać , choć wcale nie jestem zmęczona :/ A potem budzik o 6:12. Za oknem noc. Nie można otworzyć oczu , nie mówiąc nic o wynurzeniu się spod ciepłej kołdry - zwłaszcza widząc słodko śpiącego Żabę. Dziś wstałam chętniej niż kiedykolwiek. Ostatni dzień. Nareszcie. Menagerki dziś nie było, czego w sumie się nawet spodziewałam. Jednak uważam , że co by się nie działo , jako menager nie powinna się tak zachowywać. Głupie "dziękuję" , mimo złamania warunków kontraktu , wypadałoby z siebie wydusić. No , ale ja jej po Londynie szukać nie będę. Za zeszły miesiąc zapłaciła mi wszystko,czy zapłaci za ostatni tydzień dowiem się za parę tygodni. Pożegnania nigdy nie są łatwe. 10 miesięcy to jednak kawał czasu. Popłynęło pare łez. Bo pomijając wszystko miałam tam kilka fajnych kumpelek. A teraz czas na pakowanie. Trzeba przejrzeć co nadaje się do zabrania , a co na śmietnik. Troszkę się nachomikowało - niestety przez te półtorej roku ;) Następne łzy popłyną w czwartek. Bo mimo tego jak bardzo nienawidziłam tego miasta , przez 17 miesięcy i do NIEGO można się przywiązać. I pewnie jeszcze za nim zatęsknie. No i ludzie... którzy są jak bracia i siostry. Ich zostawić najtrudniej. Jednak teraz najważniejsze jest jedno :

 POLSKO NADZCHODZĘ !!

 

20:48, shilla01
Link Komentarze (10) »
poniedziałek, 01 października 2007
I'm happy :)

Wiecie co ? Jakoś przestało mnie to obchodzić. Jak mi nie zapłacą - trudno. Najwyżej będę miała nie tak miłe wspomnienia z pobytu tu jak myślałam. To tyle. Póki co - pochłonęło mnie urządzanie góry domu - robię projekty , wybieram meble :) Super się przy tym bawię i już nie mogę się doczekać powrotu. Cieszę się. Naprawdę. Idę na żywioł. Co będzie to będzie. Najwyżej za pare miesięcy przyjedziemy tu znów , a może pojedziemy gdzie indziej. A może się uda. A może wygram w toto lotka. Co ja się będę martwiła na zapas? Życie i tak dokonuje za nas wyborów. Dlatego zgodziłam się na plazmę ;) Sama w to nie wierzę , ale co tam - raz się żyje .Już nigdy potem może mnie na nią nie być stać :D A jak pomyślę o finale Ligi Mistrzów na 42 calach .... Nie boję się . Już nie. Jestem spokojna. Bo wiem , że tego właśnie pragnę. I właśnie teraz - spełniam swoje marzenia. Nie chcę narazie myśleć o tym co będzie dalej. Chcę cieszyć się tym powrotem :)))

22:32, shilla01
Link Komentarze (12) »
sobota, 29 września 2007
Zonk

Klamka zapadła. Wypowiedzenie oddane. Nie wiem jednak czemu miałąm nadzieję ,że pójdzie gładko i miło. Odejścia nigdzie chyba nie są mile widziane, więc niepotrzebnie łudziłam się , że menager też człowiek i, że zrozumie moją sytuację. Obowiązuje mnie 4 tygodniowe wypowiedzenie. Moje złożyłam 2 tygodnie wcześniej - tłumacząc koniecznością wracania do kraju spowodowaną nagłą i wyjątkową sytuacją w domu w Polsce. Niestety - menager jak bardzo by nie udawał Twojego przyjaciela - nigdy nim nie będzie. W dodatku - zostałam poinformowana, że skoro nie przepracowałam całego roku ( 10 miesięcy) muszę pokryć koszty wyrobienia potrzebnych do zatrudnienia mnie dokumentów - które wcześniej pokryła firma. WRS i COB -dla wtajemniczonych. Problem polega na tym ,że nie zostałam o tym wcześniej poinformowana i nic takiego nie podpisywałam. Okaże się jeszcze , że ostatni miesiąc pracowałam za darmo. Trzeba było po prostu nie przyjść i tyle. Ale kto to przewidział ?

Dosyć mam już tego kraju i cieszę się , że wracam. Ale o tym kiedy indziej.

17:15, shilla01
Link Komentarze (3) »
wtorek, 25 września 2007
Troszkę historii ;)

Żaba dalej bez pracy. Powoli oswajam się z myślą , że wracamy do Polski. Nie tak to sobie zaplanowałam. Myślałam, że wrócimy z większą kwotą. Niestety zawiódł na całej lini. Mam nadzieję , że zdaje sobie sprawę jaką odpowiedzialność wziął na swoje barki. Bo jeśli w Polsce nie będziemy mogli znaleźć pracy to będzie jego wina , bo to przez niego nie starczy na żaden własny biznes. Powiem szczerze , że jestem przerażona, bo nigdy wcześniej nie pracowałam dla kogoś. Moja pierwsza praca to był prywatny sklepik z odzieżą dla młodzieży. Któregoś dnia się wkurzyłam i zaczęłam szukać pracy. Szukałam prawie rok. Mając takie doświadczenie w sprzedaży ( w moim mniemaniu oczywiście ) byłam pewna , że bez problemu coś znajdę. Wysyłałam CV , chodziłam na rozmowy. NIC! Może szukałam za wysoko ? Nie wiem. Wreszcie zakwalifikowałam się do finałowej 3 kandydatek na recepcjonistki w salonie fryzjerskim ( podobno byłam faworytką ) . Pan właściciel opalony strongman nie wzbudził mojej sympatii i ostatecznie wycofałam się. Skazana byłam poraz kolejny zainwestować we własny biznes. Żaba doskonale zna tą historię. I co z tego ???

Jutro naprawdopodobniej daje wypowiedzenie. Trzymajcie za mnie kciuki.

22:29, shilla01
Link Komentarze (8) »
czwartek, 20 września 2007
Bezsilna

Żaba rozłożony na łopatki. Miał mieć tydzień urlopu. NIestety jego pracodawca nie odpowiada na smsy i telefony. Innej pracy nie szuka. Nie - bo nie. Bo wraca do Polski. Bo TAM ludzie żyją normalnie. Bo będzie się uczył angielskiego i może kiedyś TU wróci. Bo nie chce TU już żyć. Po prostu. Wiedziałam ,że tak będzie. Miałam jednak nadzieję , że szybko się z tym upora. Może i powinnam być cierpliwa. Pewnie normalnie bym była. Jednak TUTAJ  nic nie jest normalne. Koszty utrzymania są tak wysokie ,że nie można pozwolić sobie na tak długi urlop , bo to co udało nam się odłożyć teraz rozpływa się jak woda. 115 funtów pokój/ tydz. 15 funtów bilet/tydz. minimum 40 funtów jedzenie / tydz. A zarabiam 150 funtów - na tydzień. W Polsce poszło bardzo dużo pieniędzy. Duża rodzina - drogie prezenty. Jak zawsze. Myślałam , że po powrocie zaciśniemy pasa , żeby odrobić - a tu taka masakra. Nie - nie jestem materialistką. Po prostu martwię się co to będzie jak wrócimy. W tej chwili mamy tyle co na urządzenie góry domu. A co dalej ?

- Pójdę do pracy - słyszę za każdym razem gdy pytam o jego plany na życie na w Polsce

Jasne , bo tam na niego z pracą czekają. Bo tam będzie mu się chciało pracować bardziej niż tu , za 1/5 tego co ma teraz. Nie umiem mu wytłumaczyć , że jeszcze nie teraz. Też tego pragnę, ale nie chcę tego żałować.To , że my lubimy dzielić się tym co mamy z innymi , nie znaczy , że inni podzielą się z nami gdy nam zabraknie. Dlatego uważam ,że czas najwyższy zacząć myśleć o sobie. Zwłaszcza planując założenie rodziny.

Mam przeczucie , że nie uda mi się dojść z nim do porozumienia i za 2 tygodnie napiszę już z Polski.

18:38, shilla01
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 21